Czy Google karze teksty napisane z pomocą AI?
Krótko: nie za samo użycie AI. Google w dokumentacji dla właścicieli stron pisze, że generatywna AI może pomóc w zbieraniu informacji o temacie i w nadaniu struktury oryginalnym treściom. Warunek jest ten sam co zawsze: tekst musi spełniać podstawowe wymagania wyszukiwarki i zasady dotyczące spamu.
Problem zaczyna się wtedy, gdy AI służy do produkcji stron na masową skalę. Zasady Google nazywają to nadużyciem treści na dużą skalę (scaled content abuse): tworzeniem wielu stron głównie po to, żeby manipulować wynikami wyszukiwania, a nie pomagać ludziom — bez względu na to, czy napisał je człowiek, czy program. Jako przykład Google wprost podaje generowanie wielu stron narzędziami AI bez wartości dla użytkowników.
Druga ważna wskazówka dotyczy rzetelności. Google przypomina, że modele generatywne nie wyszukują faktów, tylko przewidują prawdopodobny ciąg słów, więc mogą się mylić. Zaleca sprawdzenie każdej treści z AI przed publikacją — nie tylko samego tekstu, ale też tytułów, opisów meta, danych strukturalnych i tekstów alternatywnych obrazków. Całość znajdziesz we wskazówkach Google dotyczących treści tworzonych z pomocą generatywnej AI.
W praktyce Google nie pyta „kto to napisał?”, tylko „po co to powstało i czy komuś pomaga?”. Jeśli tekst odpowiada na realne pytania klientów, jest prawdziwy i pokazuje Twoje doświadczenie, narzędzie użyte przy pisaniu ma drugorzędne znaczenie.
Przy czym AI naprawdę pomaga w pisaniu treści na stronę
Najwięcej daje tam, gdzie masz już wiedzę, ale brakuje Ci czasu albo wprawy w jej uporządkowaniu. Oto zadania, przy których AI zwykle przyspiesza pracę bez szkody dla jakości:
- Plan strony lub artykułu. Na podstawie Twojej listy usług i pytań klientów AI zaproponuje kolejność sekcji i śródtytuły. Ty decydujesz, co zostaje.
- Szkic z notatek lub nagrania. Opowiadasz, jak wygląda Twoja usługa, nagrywasz to telefonem, a transkrypcję zamieniasz w pierwszą wersję tekstu.
- Skracanie i upraszczanie. Długi, branżowy opis da się przepisać prostszym językiem, a potem sprawdzić, czy nic ważnego nie zginęło.
- Warianty nagłówków i wezwań do działania. Dziesięć wersji w minutę to dobry materiał do wyboru, a nie gotowy wybór.
- Szkice odpowiedzi do sekcji pytań. Pod warunkiem, że pytania pochodzą od Twoich klientów, a nie z wyobraźni modelu.
- Korekta. Literówki, powtórzenia, zbyt długie zdania, niespójna forma zwracania się do czytelnika.
- Propozycje tytułów, opisów meta i tekstów alternatywnych. Jako punkt wyjścia — każdą trzeba sprawdzić, bo to też treść, którą widzi klient albo wyszukiwarka.
Wspólny mianownik: AI pracuje na Twoim materiale albo nad formą tekstu. Nie dostarcza wiedzy o Twojej firmie, bo jej nie ma.
Gdzie AI najczęściej psuje jakość tekstu
Tekst z AI rzadko jest zły w oczywisty sposób. Jest poprawny, gładki i mógłby stać na stronie każdej firmy z branży. To główny problem, bo klient porównujący kilku wykonawców szuka różnic, a nie poprawnej polszczyzny.
Na co uważać najbardziej:
- Ogólniki. „Kompleksowe usługi”, „indywidualne podejście”, „najwyższa jakość”. Nic nie znaczą, bo tak pisze każdy.
- Zmyślone konkrety. Liczba lat na rynku, certyfikaty, normy, parametry produktu, terminy realizacji — model potrafi je dopisać, bo „pasują” do tekstu.
- Obietnice, których nie składasz. Gwarancje, „realizacja w 24 godziny”, „najniższe ceny”. Na stronie to już deklaracja wobec klienta.
- Nieaktualne informacje o przepisach. Prawo się zmienia, a model nie zawsze wie o zmianach.
- Styl tłumaczenia z angielskiego. Konstrukcje typu „w dzisiejszym dynamicznym świecie”, nadmiar przymiotników, wyliczenia zawsze po trzy.
- Ten sam tekst co u konkurencji. Jeśli kilka firm zada podobne polecenie, dostanie bardzo podobne odpowiedzi.
Prosty test: przeczytaj zdanie i zapytaj, czy mogłaby je napisać konkurencja. Jeśli tak, trzeba je skonkretyzować albo usunąć. „Zapewniamy profesjonalny montaż” zamienia się wtedy w „Montujemy w jeden dzień, a po pracy zabieramy stare okna i odpady” — o ile to prawda.
Zacznij od materiału, którego AI nie ma
Jakość tekstu z AI zależy głównie od tego, co narzędzie dostanie na wejściu. Google w zasadach dotyczących pomocnych treści zwraca uwagę na doświadczenie: tekst jest wartościowy, gdy widać, że autor zna temat z praktyki. Tego modelu językowego nie nauczysz — możesz mu to tylko dać.
Zanim otworzysz narzędzie, zbierz:
- pytania, które klienci zadają w mailach i przez telefon — dosłownie, ich słowami,
- opis tego, jak pracujesz krok po kroku: od pierwszego kontaktu do zakończenia zlecenia,
- błędy, które klienci popełniają, zanim do Ciebie trafią, i rzeczy, które ich zaskakują,
- prawdziwe przykłady z pracy — bez danych klientów, ale z konkretem,
- zasady współpracy: zakres, terminy, sposób rozliczenia, czego nie robisz,
- własne zdjęcia i informacje, które możesz pokazać.
Dobry sposób dla osób, które nie lubią pisać: nagraj 10–15 minut opowieści o jednej usłudze, tak jakbyś tłumaczył ją nowemu klientowi. Z transkrypcji AI zrobi uporządkowany szkic, a Twoje sformułowania i przykłady w nim zostaną.
Jak napisać samo polecenie — cel, odbiorca, format, ograniczenia, przykład — opisałem w artykule o tym, jak bezpiecznie zacząć z AI w małej firmie. Tu dodam jedno: poproś model, żeby korzystał wyłącznie z przekazanych informacji i oznaczał miejsca, w których czegoś brakuje, zamiast je zgadywać.
Redakcja przed publikacją: lista kontrolna
Szkic z AI to mniej więcej połowa pracy. Druga połowa to redakcja, której nie da się pominąć. Teksty sprawdzam w takiej kolejności:
| Co sprawdzić | Na co patrzeć |
|---|---|
| Fakty i liczby | Każda liczba, nazwa, termin i parametr ma źródło w Twoich materiałach |
| Obietnice | Tekst nie obiecuje więcej, niż jest w ofercie, umowie i regulaminie |
| Konkret | Czy każdy akapit wnosi coś, czego nie napisałaby konkurencja? |
| Głos firmy | Ta sama forma zwracania się do klienta na całej stronie i słownictwo, którego używasz na co dzień |
| Struktura | Śródtytuły odpowiadają na pytania klientów, najważniejsze informacje są na początku |
| Elementy dla wyszukiwarki | Tytuł strony, opis meta, teksty alternatywne obrazków i dane strukturalne są zgodne z treścią |
| Ostatnie czytanie | Przeczytaj tekst na głos albo daj go do przeczytania komuś spoza firmy |
Na koniec zadaj sobie pytanie, które Google uznaje za najważniejsze: czy ten tekst powstałby, gdyby wyszukiwarki nie istniały? Jeśli piszesz go głównie po to, żeby „było więcej treści”, lepiej go nie publikować. Jak pisać teksty, które dobrze czytają się ludziom i które Google chętnie pokazuje, opisuję w artykule o treściach na stronę pod SEO.
Czego lepiej nie generować wcale
Są treści, przy których AI nie oszczędza czasu, tylko dokłada ryzyka.
- Opinie klientów. Od 2023 roku przepisy wprost zakazują publikowania fałszywych opinii konsumentów i sugerowania, że opinie pochodzą od klientów, jeśli firma tego nie sprawdziła. Opinie muszą pochodzić od prawdziwych ludzi.
- Realizacje i historie klientów. Wymyślony przykład podany jako prawdziwy wprowadza w błąd. Jeśli chcesz pokazać metodę na przykładzie, oznacz go jako hipotetyczny.
- Dziesiątki podstron „pod miasta” lub frazy. Strony różniące się tylko nazwą miejscowości to klasyczny przykład treści tworzonych na skalę bez wartości dla czytelnika. Podstrona lokalna ma sens, gdy naprawdę działasz w danym miejscu i masz o nim coś konkretnego do powiedzenia.
- Dokumenty prawne. Regulamin czy polityka prywatności muszą pasować do tego, jak faktycznie działa Twoja firma i strona. Wersja z AI może pomijać obowiązki albo powoływać się na nieaktualne przepisy.
- Dane techniczne produktów bez źródła. Parametry, skład, wymiary — tylko z karty produktu lub od producenta.
Jeśli prowadzisz sklep i przekazujesz produkty do Google Merchant Center, sprawdź też tamtejsze zasady. Google wymaga, żeby tytuły i opisy produktów wygenerowane przez AI były oznaczone jako takie, a obrazy wygenerowane przez AI miały w metadanych odpowiednią informację o sposobie powstania.
Czy trzeba oznaczać teksty napisane z pomocą AI?
Google nie wymaga ogólnego oznaczania tekstów na stronie. Zaleca natomiast, żeby czytelnik mógł zrozumieć, jak powstała treść, wtedy gdy mógłby się nad tym zastanawiać — na przykład gdy dużą część materiału przygotował automat. Przy zwykłym opisie usługi, który napisałeś z pomocą AI i sam zredagowałeś, taka adnotacja zwykle nie jest potrzebna.
Unijny AI Act wprowadza obowiązek ujawniania tekstów wygenerowanych przez AI, ale w wąskim zakresie: chodzi o teksty publikowane po to, by informować opinię publiczną o sprawach interesu publicznego. Obowiązek nie dotyczy sytuacji, w której tekst przeszedł ludzką weryfikację, a ktoś ponosi odpowiedzialność redakcyjną za publikację. Osobne zasady obejmują realistyczne obrazy, nagrania i filmy wygenerowane lub zmienione przez AI, które mogą uchodzić za prawdziwe — takie materiały trzeba oznaczać.
Bezpieczna praktyka dla firmowej strony: za każdy opublikowany tekst odpowiada konkretna osoba, która go przeczytała i zatwierdziła. To dobre i dla czytelników, i dla Ciebie.
Osobna sprawa to prawa autorskie. Ochrona tekstów wygenerowanych w całości przez AI wciąż jest przedmiotem dyskusji prawników, a warunki korzystania z wyników różnią się między narzędziami. Przy tekstach kluczowych dla marki — haśle, nazwie, opisie firmy — ostateczna wersja powinna być Twoją pracą, a w razie wątpliwości warto zapytać prawnika.
Sam, z AI czy z pomocą z zewnątrz?
AI dobrze sprawdza się u osób, które mają materiał i czas na redakcję, ale potrzebują pomocy w uporządkowaniu myśli. Gorzej, gdy liczysz, że narzędzie napisze stronę za Ciebie od zera — wtedy dostaniesz tekst poprawny, ale bez tego, co wyróżnia Twoją firmę.
Przy nowej stronie pomagam w tekstach, zdjęciach i strukturze — ten zakres jest w pakiecie strony od zera (od 5 990 zł netto). Jeśli strona już działa, a chcesz rozwijać treści i widoczność w wyszukiwarce, możesz zacząć od audytu SEO (od 990 zł netto). Sprawdzam w nim technikę, treści i widoczność, a potem mówię, które teksty warto poprawić najpierw.